O ile na drodze moją podstawową zasadą jest głębokie przekonanie, że wszyscy chcą mnie zabić, tak w przypadku instytucji, nazwijmy to globalnych, mam zasadę, że cały świat chce zabrać jak najwięcej moich pieniędzy.
Przez instytucję globalną rozumiem ogromną, często międzynarodową firmę z której usług muszę korzystać. No, dobrze, mój ojciec mawiał, że muszę to tylko umrzeć, ale to była naprawdę optymistyczna wizja świata. I ojcu w sumie się udało…
Instytucje globalne to telekomy, telewizje satelitarne, banki, producenci elektroniki. Jest ich ilość ograniczona. Większe są teoretycznie bezpieczne, mają gwarancje rządowe (banki), dają gwarancję i mają teoretycznie mniejsze szanse na zniknięcie w niebycie. Tu oprzyj się pokusie rozmyślania o Skokach Stefczyka i laptopach Aristo. Wszystkie te instytucje nastawione na wyciąganie ze mnie ciężko zarobionych pieniędzy. Promocje to bzdura, mości książę.
Dlatego właśnie nie zmieniam sieci komórkowej w której jestem (Plus), mimo, że po kilkunastu latach mają dla mnie ofertę, która budzi mój szyderczy rechot, telefony, które oferują nie spełniają wymagań nawet cyfrowo wykluczonej emerytki, a o dedykowanym pakiecie (mało gadania, dużo internetu) mogę zacząć zapominać, zanim na dobre się rozmarzę.
Jedyną firmą, którą znienawidziłam na tyle serdecznie, żeby ja wymienić na inny, wcale nie lepszy model, była Telekomunikacja Polska. Ale zawdzięcza to naprawę gorącym staraniom o moje czarne serduszko, połączonych z kablami z 1950 roku, rachunkami za wydzwaniany dostęp do internetu i wieloletnim oczekiwaniem na SDI. Zmieniłam TPSA na równie złą Netię, której ostatnio 36 godzin zajęło wymyślenie, że żeby mój router zaczął działać, trzeba przycisk przywracania ustawień fabrycznych przytrzymać wciśnięty przez trzydzieści sekund. Brawo. Epopei z wymienianiem routerów nie wspomnę, bo żałość i trwoga, a w efekcie mam trzy routery, których nikt w Netii nie chce ode mnie przyjąć z powrotem. W zasadzie kto bogatemu zabroni, a ja piwnicę mam dużą.
I tak oto trwam w monogamicznym związku z Bankiem Zachodnim WBK. Trwam ja, trwa moja mać i trwa moje, już pełnoletnie, dziecko, które wprawdzie szczególnych kokosów na kontach nie lokuje, ale jest młode i przyszłościowe.
Moje uczucia już wielokrotnie były narażane na szwank. A to zlikwidowano oprocentowanie kont oszczędnościowych, a to wprowadzono z przyczaja dodatkową opłatę za konto, wtem zwiększono opłatę za kartę kredytową albo przycięto procenty na kontach oszczędnościowych. Ale ja rozumiem, kryzys. Ja rozumiem — te reklamowane kredyty ktoś musi finansować i przecież nie BZWBK jako taki, tylko ci co na kontach cokolwiek mają. I wreszcie Chuck Norris ani Banderas za darmo nie robią, to pewne.
Trzy lata temu wracałam z Norwegii. Chwilę mnie nie było, internetu przez cztery tygodnie nie doświadczałam. Pierwsze, co zrobiłam po przekroczeniu północnej granicy ukochanej ojczyzny, było logowanie do banku i szybka kontrola sytuacji finansowej rodziny.
Moją nieobecność BZWBK postanowiło wykorzystać do wymuszenia na mnie zmiany hasła. Co musiałam zrobić z urywającego się internetu w krzakach i ledwo działającego awaryjnego laptopa. Hasła miewam złożone, a do banku szczególnie złożone, przy czym kierujące się jakąkolwiek logiką, żebym nie musiała ich notować. Moja logika okazała się dla banku za mało bezpieczna, gdyż w moim naprawdę abstrakcyjnym haśle inspirowanym lekturami z młodości znalazł fragmenty PINu, którym się loguję, a potem fragmenty poprzedniego hasła… Sześć kolejnych prób znajdowało mój rok urodzenia (nie używam do logowania), datę ostatniej miesiączki i imię kota.
Udało się za siódmym razem i prawie od razu zapomniałam, co takiego bezpiecznego, wymyśliłam. Pogodziłam się z życiem, potrenowałam i już po trzech miesiącach umiałam bez główkowania wpisać hasło, o ile miałam pod ręką klawiaturę numeryczną.
I tak trwaliśmy we względnej symbiozie z bankiem, on mi obcinał oprocentowanie kont, a ja mu udostępniałam moje oszczędności, żeby miał z czego opłacać gwiazdy światowej kinematografii.
Aż tu WTEM, nowość:
Uprzejmie przypominam, że ze względów bezpieczeństwa od dnia 16 kwietnia 2013 roku, logowanie do Państwa profilu na stronie BZWBK24 będzie możliwe tylko przy użyciu hasła maskowanego.
Hasło maskowane ma to do siebie, że nie da się go nauczyć mechanicznie. Pamięć mechaniczna paluszków nie zda się na nic, bo będę musiała wpisać tylko część hasła, a pozostała część będzie nieaktywna. Nigdy nigdzie nie zanotowałam żadnego hasła i byłam z tego bardzo dumna. Niestety czas przeszły od 16 kwietnia będzie całkiem zasadny, bo nie jestem w stanie wpisać takiego hasła w żaden inny sposób, poza zanotowaniem go na karteluszku i wykreśleniu wybranych znaków. Bezpieczeństwo plus sto. Ale za to jestem zabezpieczona przed keyloggerami i zaglądaczami przez ramię.
O wprowadzeniu hasła maskowanego w aplikacji mobilnej, telefonem z klawiaturą dotykową w ogóle nie mam co marzyć. Nie mam najmniejszych szans.
Hasła maskowanego wyłączyc nie można. Obywatel nie jest na tyle bystry, żeby ponosić odpowiedzialność za swoje decyzje.
Tamże ciekawe linki do tego, dlaczego hasło maskowane głupim jest i wcale nie bezpieczniejszym od normalnego, uczciwego hasła wpisywanego po ludzku.
W szkole nie ściągałam. Perspektywa bycia złapanym na ściąganiu była dla mnie tak żenująca, że wolałam dostać dwóję (pochodzę z czasów przedpałowych) i potem się gęsto w domu tłumaczyć, niż doświadczać upokorzenia wynikającego z bycia przyłapaną. Być może z analogicznych powodów jeżdżę przepisowo, ale to inny temat. Nie mając doświadczenia w ściąganiu, nie trenowałam szybkiego połykania ściąg, które teraz w perspektywie notowania haseł bardzo by mi się przydało. Byłam też za mała na przenoszenie meldunków w Powstaniu Warszawskim i nie przetrenowałam pozbywania się ich.
Logiczną decyzją jest pożegnać się z BZWBK i rzucić w objęcia dowolnego, innego banku. Tyle, że wiąże się to nie tylko z zamknięciem jednego konta i założeniem drugiego, ale też przeniesieniem wszystkich kont zależnych, tych ze współwłasnościami, a na koniec ze zmianą wszystkich kilkudziesięciu poleceń zapłaty w kilkudziesięciu instytucjach którym co miesiąc muszę płacić myto.
Stoję więc przed dylematem: olać, pokochać, wybaczyć? Zmienić bank na taki bez maskowania? Masaj?
Tyle dobrego, że bank wkurzył mnie na tyle, że napisałam więcej niż 160 znaków.