Stara notatka z 3 grudnia 2007

Kilka razy do roku antenatka zawisa na mnie spojrzeniem trudnym i pyta „czy idziesz w niedzielę do cioci?”. Pierwszy okres młodzieńczego buntu mam już definitywnie za sobą. Nawet mam wrażenie drugi, trzeci, a nawet pierwszą młodość, a pytanie wciąż aktualne. Od czasu do czasu udaje mi się znaleźć jakiś uczciwy powód, żeby nie iść, ale z wiekiem przyzwoitość goni coraz bardziej.

Sprytnymi metodami łagodnego szantażu udaje mi się nawet zazwyczaj nakłonić młodego, choć mam wrażenie, że do czasu. Co jakiś czas u cioci wybucha jakiś drobny skandal rodzinny — a to pokłócę się z kimś o wegetarianizm (nie, nie zjem pieczarki, która spoczywa na kurzej łapie), a to o równouprawnienie, a to o politykę. O politykę ostatnio coraz mniej, bo mam wrażenie, że ciocia zestawy stołowo-imieninowe dobiera z klucza wyborczego, od czasu jak antenatka usiłowała rozszarpać jakąś kuzynkę w moherze.

Dzisiaj było nawet zabawnie. Siedziałam naprzeciw na czarno farbowanej, na czarno ubranej i karminowo uszminkowanej archetypicznej artystki, która spotyka się na kawkę z mami-Kaczyńską (a niech se jeździ tym BMW, co jej pani będzie żałowała), konferuje z Brzezińskim na Nowym Świecie (całkiem bez obstawy chodzi, taki cudak), a na swojego męża pokrzykuje „a bądź już cicho” i dodaje „stary gamoń” wszystkich zna, z wszystkimi się spotyka i komentuje wszystkie plotki od wczesnych lat ’60. Tak na oko, bo może i wcześniej.

Pani ekstremalnie wręcz dekoracyjna, ciesząca moje oczy i uszy przygasła wszakże przy ciotce, szarej i niedocenianej, która przy dyskusji o literaturze lekkiej zaczęła dopytywać czy ja tę Chmielewską to czytam. A czytam, czytam, zdrowie, dziękować, mruknęłam znad kawki. A bo oni tę Irkę Kühn znali, ale to bardziej jej męża, a nawet nie męża, ale taką Alicję, co u niej bywali pod Kopenhagą. I tutaj udławiłam się ciasteczkiem. W Birkerød? A tak właśnie, a skąd wiem? A ta Irka to tam była, jak oni byli i już książki pisała, krótko była i na wyścigi latała.

Udało mi się z wrażenia nie udusić i gwałtownie zaczęłam przegrzebywać warstwy pamięci w poszukiwaniu ciotki uwiecznionej przez ganiającą Irkę na kartach którejś ze znanych mi powieści. Ciotka zignorowała moją euforię, co to wielkiego, stare znajome z architektury. I dla złagodzenia efektu wepchała we mnie jeszcze kawałek tortu.
Powinnam się chyba zainteresować swoją rodziną.

Ciotka zmarła w zeszłym roku…
„Ta Irka” dzisiaj.

Autor: siwa

Jestem ubogą staruszką zbierającą chrust, laboga

7 myśli na temat “Stara notatka z 3 grudnia 2007”

  1. Właśnie zaczęłam po raz nie wiem który, czytać jej najwcześniejsze książki.Jestem jej za nie bardzo wdzięczna, zawsze potrafią mnie rozśmieszyć, mimo, że znam je niemal na pamięć. Jakoś kompletnie nie docierało do mnie ile ona ma lat…

    Polubienie

  2. Na te kilkadziesiąt tytułów kilka mam nieprzeczytanych, reszta po parę razy. Wracam do książek Chmielewskiej cyklicznie, właśnie minęło dostatecznie dużo czasu żeby znowu zacząć czytać od początku.
    O Twojej ciotce napisz coś więcej – imię, nazwisko, numer buta, zainteresowania, charakter, karnacja, kolor włosów, oczu itp, itd ;)}} – zgadywanie kto jest kto czytając doda książkom znakomity smaczek, ale teraz będę miał myślenice he he
    Pozdrav

    Polubienie

Dodaj komentarz