Żoliborz , warzywniak, sobota w południe

Oprószona siwizną pani z porem:
— Ja dopiero dzisiaj wróciłam spoza Warszawy… A co będziecie robić?

— Krzyczeć na tak zwanego prezydenta — odpowiada buńczucznie rześki posiadacz co najmniej drugiej młodości.

— Gdzie? — wzdycha pani.

— O 14 pod pałacem namiestnikowskim!

— No, dobrze, to będę… — w głosie pani brzmi na raz zrezygnowanie i poczucie obowiązku.

I poszli.

Autor: siwa

Jestem ubogą staruszką zbierającą chrust, laboga

Dodaj komentarz