Oprószona siwizną pani z porem:
— Ja dopiero dzisiaj wróciłam spoza Warszawy… A co będziecie robić?
— Krzyczeć na tak zwanego prezydenta — odpowiada buńczucznie rześki posiadacz co najmniej drugiej młodości.
— Gdzie? — wzdycha pani.
— O 14 pod pałacem namiestnikowskim!
— No, dobrze, to będę… — w głosie pani brzmi na raz zrezygnowanie i poczucie obowiązku.